Spotkanie w parku na Jeździeckiej. Z instytucji przyszedł tylko rzecznik urzędu
Zebrało się około 25 osób. Jedni dochodzili, inni odchodzili, więc przez cały wieczór przewinęło się ich więcej. Byli rodzice małych dzieci, kilkoro nastolatków i dziennikarz „Gazety Wyborczej” Rafał Górski. Rozmawiali kilkanaście metrów od altany, w której 30 lipca między 15 a 16 grupa starszych nastolatków zaatakowała czterech czternastolatków grających w planszówki. Rower został zostawiony przed altaną. Po chwili podszedł jeden z chłopaków z tej grupy i powiedział, żeby go nie zabierać. Rower był już za altaną, połamany i pocięty. Padła też groźba użycia noża. Opisywaliśmy to zdarzenie w poniedziałek rano.
Kamera należy do dzielnicy i działa, a zapisu nie miał jeszcze nikt
Najostrzejsza wymiana zdań dotyczyła monitoringu. Kamera w parku jest własnością urzędu dzielnicy. Według Graniewskiego przez pewien czas jej nie było, bo została zniszczona, ale od przełomu czerwca i lipca system znowu działa.
Ja mam informację od osoby, która obsługuje monitoring, że on działa. Jest nagranie.
Mieszkańcy usłyszeli co innego, i to od policji. Matce pokrzywdzonego chłopca powiedziano, że monitoring jest zepsuty i nagrania nie ma. Tymczasem zajście z czwartku zostało zarejestrowane, bo operator systemu ma podgląd i obejrzał, co się stało. Do poniedziałkowego wieczoru nikt z komendy nie zwrócił się do urzędu o zabezpieczenie zapisu. Materiał ma zgrać firma obsługująca system, a urząd zajął się tym z własnej inicjatywy, po tym jak w poniedziałek rano zadzwoniła do rzecznika Sandra Borowiecka, mieszkanka, która nagłośniła sprawę i zwołała spotkanie. Borowiecka pytała:
To czemu policja do tej pory nie ma tego nagrania?
Jeden z uczestników postulował, żeby komisariat w Wesołej dostał stały podgląd na miejskie kamery. Graniewski zaznaczał, że dopóki fizycznie nie ma nagrania w ręku, to go nie ma.
W czwartek patrol po 16.40, w piątek nie przyjechał wcale
Zawiadomienie w sprawie czwartkowego zdarzenia rodzina złożyła tego samego dnia. Patrol dojechał po 16.40, dopiero po drugim wezwaniu, tym razem przez matkę pokrzywdzonego.
W poniedziałek rano Borowiecka wysłała pismo do Komendy Głównej Policji, Komendy Stołecznej i komisariatu w Wesołej, do wiadomości rzecznika dzielnicy. Opisała w nim czwartkowe zdarzenie oraz drugie, z piątku 31 lipca po 20.20 na ulicy Fabrycznej przy tężni. Grupa młodych ludzi wyrywała tam znak drogowy, a mężczyźnie, który zwrócił im uwagę, zaczęła grozić i rzucać w niego puszkami. Zawiadomił 112 o 20.46. Patrolu nie doczekał się w ogóle. Zamiast tego, jak relacjonuje Borowiecka, grupa wsiadła do samochodu i trąbiąc jeździła wokół osiedla, na którym mieszka. Na spotkaniu Borowiecka mówiła:
Komenda główna, stołeczna ani wesoła nie odpowiedziała mi na żadne pismo. Jest po prostu całkowita cisza.
Jeden z mieszkańców opowiedział, że dwa, trzy miesiące temu jego brat został pobity w tej samej okolicy, po tym jak zwrócił uwagę grupie dewastującej śmietniki.
Wrócił do domu zalany krwią.
Zgłoszenie poszło na policję razem z danymi. Patrol nie przyjechał, a potem nikt z komisariatu się z pobitym nie skontaktował. Na miejsce pojechał więc sam mówiący i w pół godziny znalazł sprawcę, próbował z nim rozmawiać, żeby sytuację wygasić. Napastnik po chwili zniknął ze swoim towarzystwem. Skończyło się na niczym. Pobity nie przyszedł na spotkanie i prosił, żeby powiedzieć to w jego imieniu.
Inni mówili o wybitych butelkach przy placu zabaw, piciu alkoholu w parku w środku dnia i o tym, że wieczorami w tym miejscu handluje się narkotykami. Padło też pytanie, dlaczego w okolicy praktycznie nie widać patroli policji ani straży miejskiej.
Wiceburmistrz: policja spisała zeznania chłopca i jego ojca
Inaczej wygląda to z perspektywy urzędu. W komentarzu pod jednym z postów na Facebooku zastępca burmistrza Wesołej Hubert Zieliński napisał, że w zeszłym tygodniu, po zdarzeniu, rozmawiał z komendantem. Policjanci mieli być na miejscu, a następnie spisać zeznania chłopca i jego ojca. Sprawą zajmują się policjanci Referatu Nieletnich i Patologii z ulicy Umińskiego.
Zarzut mieszkańców dotyczy braku odpowiedzi na ich pisma i tego, że o zapis z monitoringu nikt z komendy nie wystąpił.
Miasto od miesięcy finansuje dodatkowe patrole w tym parku
Zieliński napisał też, że Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa od wielu miesięcy finansuje w dzielnicy dodatkowe patrole policji, między innymi przy parku na Jeździeckiej. Z tej puli biorą się ponadnormatywne kontrole w rejonie parku, o których mówił na spotkaniu rzecznik dzielnicy. W czwartek patrol dojechał po 16.40, w piątek nie dojechał wcale.
Wiceburmistrz poprosił również komendanta o naniesienie parku przy Jeździeckiej na Krajową Mapę Zagrożeń Bezpieczeństwa pod kątem tego typu zdarzeń. Dotąd jest tam zaznaczone wyłącznie nieprawidłowe parkowanie.
Zgłoszenie na mapę może dodać każdy, anonimowo i bez pośrednictwa urzędu. Wystarczy wejść na stronę mapy albo do aplikacji Geoportal Mobile, wpisać adres, kliknąć czerwony plus w lewym dolnym rogu ekranu, wybrać kategorię i zaznaczyć punkt. Do opisu można dołączyć zdjęcie. Tutaj pasują kategorie spożywanie alkoholu w miejscach niedozwolonych oraz używanie środków odurzających. Mapa nie służy do wzywania pomocy, od tego jest 112.
Rzecznik: kompetencją urzędu nie jest ściganie
Graniewski od początku ustawiał rozmowę wokół granic tego, co dzielnica może zrobić.
Każdy z organów ma pewne kompetencje i porusza się w ramach swojej kompetencji. Kompetencją urzędu nie jest ściganie.
Akty wandalizmu i zbiórki w tym rejonie urząd zgłosił straży miejskiej już w kwietniu. Zgłoszenie nie wyszło od mieszkańców. Zrobili je pracownicy jednego z wydziałów, którzy zobaczyli to podczas objazdu. W poniedziałek Graniewski dostał też informację z Delegatury Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa w Dzielnicy Wesoła o tym, co w rejonie parku robią służby.
W tym rejonie są ponadnormatywne kontrole. W ostatnim okresie zostały spisane trzy osoby. Prawdopodobnie tu mówimy o tym krótkim okresie czasu. Ale ja proszę, nie jestem w stanie wchodzić w rolę policji czy straży miejskiej.
Zapowiedział, że na najbliższym posiedzeniu zarządu dzielnicy zarekomenduje zwołanie spotkania z komendantem policji i strażą miejską. Kiedy jeden z mieszkańców stwierdził, że powinien w to wejść burmistrz, rzecznik przypomniał, gdzie kończą się jego możliwości.
Żaden komendant nie podlega panu burmistrzowi.
Rozbiórka altany: rzecznik za, ale padło pytanie, co to zmieni
Drugą sprawą, którą Graniewski zabiera na zarząd, jest rozbiórka altany.
Jeśli ma stanowić pewnego rodzaju symbol, to spróbujmy ją jednak mimo wszystko rozebrać.
Poza rzecznikiem nikt tego pomysłu tego wieczoru nie poparł. Padło pytanie, czy usunięcie altany będzie początkiem działań urzędu, czy raczej gestem zamiast nich. W innym warszawskim parku dzielnica podjęła podobne kroki, a grupa po prostu się do nich dostosowała. Mieszkańcy wyliczyli przy tym miejsca, po których ta sama grupa krąży: małpi gaj w Aninie przy PKP, Marysin Wawerski, okolice Syrenki, teren przy KFC, a od piątku także Fabryczna. W parku przy Jeździeckiej zbiera się między innymi po to, żeby wyjechać stąd rowerami dalej.
O altanie napisał w tym samym komentarzu także wiceburmistrz Zieliński:
Wszystko prowadzi do tego, że pewnie niestety rozbierzemy tę altanę. Niestety, bo niektórzy mieszkańcy korzystają z niej w cywilizowany sposób.
Nastolatkowie przyszli na spotkanie i zabrali głos
Na spotkaniu było kilkoro miejscowych nastolatków. Kiedy rzecznik zapytał ich wprost, jak to wygląda z ich punktu widzenia, jeden z chłopaków odpowiedział krótko, że wyciągnięcie noża wobec młodszego dziecka to przesada.
Koledzy pokrzywdzonego zrobili w czwartek więcej niż tylko wezwali pomoc. Zabezpieczyli go i kawałki roweru, zadzwonili na 112. Potem, jak relacjonowała Borowiecka, w rękawiczkach pozbierali butelki i poszli do sklepu ustalać, skąd był alkohol.
Wracał też wątek, który dorosłym trudno przeskoczyć. Młodzi nie zgłaszają, bo boją się łatki donosiciela, na którą mają własne słowo: konfitura. Podsumowała to Borowiecka, która na co dzień uczy nastolatków z naszej dzielnicy:
Ofiary kryją sprawców. To jest największa hańba, pójść na policję.
Sprzedaż alkoholu nieletnim może kosztować sklep zezwolenie
Osobno wracała sprawa tego, skąd nastolatkowie biorą alkohol. Rzecznik tłumaczył, że urząd wchodzi do gry dopiero z dowodem.
Jeżeli będzie sytuacja taka, że mamy dowód na to, że w sklepie kupiła osoba niepełnoletnia, to wtedy my jako urząd możemy się zainteresować.
Zgodnie z art. 18 ust. 10 pkt 1 lit. a ustawy o wychowaniu w trzeźwości organ, który wydał zezwolenie na sprzedaż alkoholu, ma obowiązek je cofnąć w razie sprzedaży nieletniemu. Nie jest to decyzja uznaniowa i wystarczy jedno udokumentowane zdarzenie, co potwierdza orzecznictwo NSA. Ta sama ustawa pozwala organowi zezwalającemu upoważnić do kontroli straż miejską. Problem jest po stronie dowodowej, bo takie zdarzenie ktoś musi najpierw udokumentować.
Mieszkańcy planują wnioski o informację publiczną i skargę do rady miasta
Mieszkańcy chcą masowo wysyłać do komendy wnioski o informację publiczną z dwoma pytaniami: dlaczego patrol dojechał tak późno i dlaczego zapis z monitoringu zabezpiecza urząd, a nie policja. Odpowiedzi zamierzają publikować. Do tego dojdzie skarga do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Rady m.st. Warszawy oraz pismo do burmistrza z prośbą o zwołanie spotkania z komendantami. Borowiecka zapowiedziała, że przygotuje wzory pism i roześle adresy.
Zapis z kamery trafił do policji, altana na posiedzenie zarządu
Nagranie zostało zgrane we wtorek i przekazane organom ścigania. Temat rozbiórki altany oraz spotkania z komendantami trafi na najbliższe posiedzenie zarządu dzielnicy. W poniedziałek po południu wysłaliśmy pytania do rzecznika Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII, dotyczące czasu reakcji patroli w czwartek i piątek, stanu postępowania oraz tego, czy policja wystąpiła do urzędu o zapis z monitoringu. Do publikacji tego tekstu odpowiedź nie nadeszła.
AKTUALIZACJA, 4 sierpnia. Rzecznik urzędu Aleksander Graniewski poinformował nas, że nagranie zostało we wtorek dostarczone przez operatora do Urzędu Dzielnicy Wesoła i przekazane organom ścigania. W tej samej wiadomości zwrócił uwagę, że nie deklarował na spotkaniu publicznego udostępnienia zapisu. Usunęliśmy zdanie, w którym mu to przypisaliśmy.
Założyciel i redaktor naczelny Wesoła.pl. Mieszkaniec dzielnicy, obserwujący jej rozwój od ponad 30 lat. Łączy lokalne dziennikarstwo z technologią, rozwijając serwis i korzystając z nowoczesnych narzędzi internetowych. W 2005 roku stworzył StaraMilosna.info – pierwszy serwis poświęcony osiedlu, który stał się początkiem obecnego Wesoła.pl. Od dwóch dekad rozwija produkty cyfrowe i kieruje zespołami inżynierskimi, w tym od 13 lat w firmie z branży medycznej – pierwszym polskim jednorożcu.
Wesola.pl jest darmowa dla czytelników i działa dzięki prywatnym środkom oraz pracy włożonej w codzienne publikacje.
Jeśli cenisz lokalne newsy, relacje, ostrzeżenia i informacje z Wesołej — możesz realnie pomóc w rozwoju serwisu. Nawet małe, regularne wsparcie robi różnicę i pozwala trzymać tempo publikacji.
Dziękujemy, że jesteś z nami i wspierasz lokalne wiadomości!
Komentarze (1)
Czyli tak..podatnik via urzędnicy płaci policji za patrole, których ta nie wykonuje (wyłudza kasę?) a poza tym "żaden komendant nie podlega burmistrzowi". Może warto płacić tym, którzy podlegają? Będą słuchać poleceñ. Wicie - rozumicie nikt nie wie skąd młodzież ma alkohol i żadna kamera sklepowa (w środku i na parkingu) nie nagrała jak za 5 zł "ktoś" im kupuje i wręcza przy sklepie. "Już w kwietniu" SM dostała info o altanie... Którego roku? Temat trwa od LAT. Zaznaczone jest "nieprawidłowe parkowanie" bo za to jest kasa (idioci którzy zlikwidowali parking przy aptece, pół parkingu przy poczcie (sic!) placu zabaw i barze i osłupkowali resztę nie wylecieli za "zbity pysk" z roboty) , łapanie cwanych gnojków to już problem więc "nagrania nie ma" - mówi "pan władza". Kogo wybieramy - tak mamy. Jakaś kara za naszą głupotę musi być.